To historia z czasów robienia listy znajomych.

Jeden z moich znajomych (Łukasz) przyglądał się mojemu biznesowi mlm. Zaprosiłem go na naprawdę duże spotkanie. Miała być to zwykła prezentacja, ale prowadzona przez gościa z zagranicy.

Łukasz oglądał już 3 raz prezentację tego mlm. Siedliśmy w 2 albo 3 rzędzie, i słuchaliśmy przemówienia, prezentacji, historii tego człowieka, jak trafił do biznesu, co robił wcześniej i gdzie zaszedł teraz. Nie ukrywam – dość imponujące to było. Ale nie o nim chciałem powiedzieć.

Jak zapewne wiesz w tradycyjnym modelu tego biznesu mlm (zapraszaniu znajomych) lista wyczerpuje się w mgnieniu oka. Miesiąc, dwa i listy nie ma. Na Sali było masę osób, którym listy znajomych dawno się wyczerpały. Jak ktoś przyprowadzał KOGOKOLWIEK na spotkanie to było wielkie „WOW co za facet”, albo „co za babka”. Po dziś dzień niewiele się zmieniło…

Więc siedzę tam ze znajomym, prezentacja się kończy odwracam się do niego i zaczynamy rozmawiać na temat mlm. W koło gwar jak po koncercie. Przychodzi mój sponsor, sponsor tego sponsora i jest już nas czterech. A raczej trzech – na jednego… W pewnym momencie tej rozmowy dało się wyczuć taką presję na mojego gościa. Co chwilę przybywało nowych osób stających wokół (pamiętasz? Nie mieli swoich gości) i przyglądali się rozmowie. czytaj dalej…